Techniki fotograficzne poczynając od połowy XIX wieku aż do czasów I wojny światowej wymuszały naklejanie zdjęć na sztywne podkłady. Winiety reklamowe zakładów fotograficznych pojawiały się nieomal na każdej fotografii naklejanej na tekturkę.
Fotografia jako nowa dziedzina rzemiosła potrzebowała w myśl starych zasad swojego herbu, ikonicznej reprezentacji mówiącej w skrócie o jej istocie i pochodzeniu. Zakłady litograficzne zapewne wraz z fotografami przygotowywały skomplikowane projekty przedstawień alegorycznych. Część z nich graniczyła z formą apoteozy, część w nieco lżejszy sposób komunikowała boskie pochodzenie fotografii. Z czasem ta formuła symbolicznej opowieści o fotografii zmieniła się w bardziej pragmatyczną reklamę atelier fotograficznego, posługującą się wizerunkami zakładów lub po prostu dekoracyjnymi kompozycjami z napisów.
Winiety wykonywano w drugiej połowie dziewiętnastego i na początku dwudziestego stulecia. Był to czas rozkwitu mieszczaństwa, warstwy społecznej, w której znalazło się najwięcej amatorów fotograficznego portretu… i stylów historycznych. Charakterystyczne cechy akademizmu i historyzmu – nawiązywanie do antyku i alegoryczność – podsycane przez gusta mieszczańskie, zdominowały tematykę wizerunków drukowanych na kartonikach z fotografiami.
Na zazwyczaj szczelnie zagospodarowywanych tłach rewersów anioły i geniusze majestatycznie spływają z niebios, niosąc w rękach kamery fotograficzne, a wszelkiego rodzaju teksty obudowane są elementami architektonicznymi, takimi jak kolumny, woluty, różnego rodzaju belki i zwieńczenia. Wszystko to wraz z nazwami zakładów i resztą anonsu reklamowego lubi być wplątane w dekoracyjną wić roślinną. Ulubionym tłem dla napisów obok architektonicznej ramki jest popularna banderola. Same napisy tworzone są w zadziwiająco licznych krojach pisma, dodatkowo podkreślających wagę zamieszczanych słów. Szczyt finezji jest odzwierciedlony w nazwisku bądź inicjałach fotografa, nierzadko umieszczanym bez żenady w kartuszach herbowych. Najskromniej pisano informację, że „klisze przechowuje się…”.
Marta Miskowiec
fragment tekstu „Katalog winiet krakowskich zakładów fotograficznych”, Kraków 2008